Ziemia kontrastów

 


 

 


 

Namibia - ziemia kontrastów 2016

            Celem wyprawy jest Namibia, ale zanim tam dotrzemy musimy przemierzyć sporą cześć RPA i całą Botswanę.



Pierwszy przystanek na długiej trasie, to "Palace of the Lost City" w Sun City. Pałac zaginionego miasta na pierwszy rzut oka wydaje się jak bajkowe królestwo, otoczony wodnymi oczkami niczym fosą, zatopiony w bujnej tropikalnej roślinności. Jest wizytówką RPA - usytuowany blisko Johannesburga, zaledwie 3h jazdy samochodem, a jego położenie na obrzeżach Parku Narodowego Pilanesberg sprawia, że ten luksusowy kompleks wypoczynkowy odwiedza wielu turystów z całego świata.





Park Narodowy Pilanesberg - istnieje w strefie przejściowej pomiędzy suchym pustynnym klimatem Kalahari, a subtropikalnym klimatem Lowveld. Ta bogata strefa przejściowa przyciąga niesamowitą różnorodność zwierząt, fauny i flory. Praktycznie wszystkie gatunki rodzimych zwierząt z południowej Afryki można tutaj znaleźć, w tym dużą 5-tkę, do której zalicza się słoń afrykański, nosorożec, bawół afrykański, lampart i lew. Po za wielką piątką, żyje, tu również hipopotam, żyrafa, wiele gatunków antylop i ponad 360 gatunków ptaków. Stosunkowo niewielki obszar parku zwiększa szanse napotkania dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku.


 

Nata Bird Sanctuary. Park położony na północno-wschodnim obrzeżu rozlewisk Sowa Pan w Botswanie. Obszar 230 km² w 1993r został chronionym rezerwatem dzikiej przyrody. Żyje tu 165 gatunków ptaków, a dominującą populacją jest flaming różowy. W okresie zimowym, po porze deszczowej, gdy mokradła są pełne wody, można zaobserwować mnóstwo ptactwa m.in. flaminga różowego żywiącego się robakami i drobnymi skorupiakami, natomiast mniejsze flamingi żywią się glonami, których jest pod dostatkiem w ciepłych, płytkich wodach basenów solankowych.

Nata Bird Sanctuary, obecnie jest jednym z największych miejsc lęgowych flamingów w Afryce.

O tej porze roku z powodu suszy, można jedynie rozkoszować się widokiem niekończącego się horyzontu wyschniętych solnisk.


 

Park Narodowy Chobe. Trzeci, co do wielkości, oraz najstarszy park narodowy Botswany. Park jest jednym z największych skupisk dzikich zwierząt na kontynencie afrykańskim i jeden z największych rezerwatów przyrody na świecie. Utworzony został w 1967 roku, zajmuje powierzchnię 10 500 km² na równinie środkowej części Kotliny Kalahari. Obszar parku porastają suche lasy podrównikowe, kolczaste zarośla, sawanny, znajdują się rozległe tereny bagienne i liczne rzeki. Na terenie parku występuje wiele gatunków ssaków m.in.: zaliczana do jednych z największych populacji na świecie słoni afrykańskich, są również hipopotamy, zebry, żyrafy, nosorożce białe, bawoły afrykańskie, oraz 17 gatunków antylop. Z drapieżnych kotów występuje: lew, leopard, gepard, oraz podstępne hieny. Na terenie parku występuje ponad 400 gatunków ptaków – spotkać można: czaple białe, czarne, zimorodki, wikłacze, bociany, marabuty, gęsi, kaczki, ibisy, kormorany i wiele innych gatunków, których nie sposób wymienić.




           


Powoli wzdłuż rzeki Kuando, wypatrujemy dziką zwierzynę. Przy niewielkim oczku wodnym udaje się wytropić zakamuflowane stado hipopotamów. Jest w miarę sucho, dlatego też możemy podjechać bardzo blisko wody. Najlepsza miejscówka, jaką można byłoby sobie wymarzyć do obserwacji. Te duże roślinożerne ssaki, zazwyczaj zasiedlają afrykańskie rzeki i jeziora. W ciągu dnia pozostają w wodzie, aktywne stają się dopiero o zmierzchu i nocą, skubią wtedy trawę na łąkach w pobliżu wody, ale to nie reguła, trzeba być ostrożnym, ponieważ odnotowano wiele przypadków, gdzie hipopotam zaatakował człowieka, niektóre z nich były śmiertelne. Przebywają w stadach, gdzie dominuje samiec, a podległe mu samice opiekują się potomstwem i bronią zaciekle swojego terytorium.


           

W zależności od pory roku i od pogody zwierzęta migrują w różne zakątki parku, samochód 4X4 pomaga je zlokalizować. Przedzieramy się przez gęste zarośla w poszukiwaniu słoni. Nagle w cieniu, z dala od głównej drogi, dostrzegamy stado słoni pod konarami akacji. Pomiędzy nogami dorosłych osobników ukrywa się kilkudniowy malec.


 

Docieramy do rzeki Zambezi. Spotykają się tu granice czterech państw – Botswany, Zambii, Zimbabwe i Namibii. Przeprawa promowa umożliwia wjazd do kolejnego kraju na naszej trasie.Wita nas Zambia.




 

            W Livingstone zwiedzamy z lądu, wody i powietrza wodospady Viktorii. Wstęp na teren parku jest 40 razy droższy dla obcokrajowców i wynosi 20$. Ceny atrakcji turystycznych nad wodospadem Viktorii w Zambii są bardzo wysokie i płaci się w dolarach amerykańskich, dla przykładu lot motolotnią kosztuje 155$, a helikopter 160$ od osoby. Bungee jumping, to wydatek kolejnych 160$. Jednym słowem drogo.





        


 

Namibia.





Na granicy Namibii odprawa jest znaczenie łatwiejsza niż w Zambii, z tą różnicą, że obowiązkowo trzeba poddać się badaniu na ebolę. Państwo ponadto mocno walczy z korupcją, w związku z tym, rozwiesza bilbordy propagandowe na granicy szczycąc się dobrymi wynikami tej walki.

  

Zaczynamy podróż w tym kraju od pokonania jedynej drogi prowadzącej przez  pas Caprivi. Drogi w Namibii są znacznie lepsze, niż w Zambii, proste i bez dziur. Po drodze mijamy wiele wiosek w afrykańskim stylu, jest, tu duże zaludnienie w stosunku do reszty kraju.


           

Rankiem wita nas duże stado hipopotamów pluskających się w rzece. Taka okazja rzadko się zdarza, trzeba to widowisko koniecznie uwiecznić.     

 

Mijamy rzekę Okavango zbliżając się do końca pasma Caprivi. Po drodze decydujemy się na przejechanie skrótem do Buszmenlandu. Piaszczysta droga wiedzie przez około 180 km niezamieszkałych terenów.

 Jakieś 15 km. od asfaltowej drogi znajduje się jedyna wioska - Kandjara. Witają radosne dzieci, nic dziwnego, mało, kto tu zagląda. Zaciekawieni nowymi przybyszami zbierają się mieszkańcy, kobieta, która jest tu nauczycielką, oprowadza po obejściach pokazując dobytek. Skromne warunki, to mało powiedziane, tu jest po prostu skrajna bieda. Nie ma prądu, wody, sklepu. Chciałoby się powiedzieć "jak żyć". Jednak oni dają radę w tych warunkach.




Ruszamy w dalszą drogę, czeka nas jeszcze wiele kilometrów ciężkiej drogi do przebycia. Droga prowadzi przez Park Narodowy Khaudum w regionie Wschodniego Kavango na zachód od Zambezi.




Ten bardzo oddalony i niedostępny rezerwat przyrody jest domem dla wielu rzadkich zwierząt. Jest, to bardzo dziki, oraz ze względu na bardzo ciężki dojazd, najrzadziej odwiedzany park Namibii. Wertepy dają mocno popalić, samochód też dostał za swoje, nie wspominając o tym, że z baku znikało paliwo w kosmicznym tempie. Po 6 godz. ciężkiej jazdy, wreszcie lądujemy na szerokiej szutrowej drodze. Warto wspomnieć, że Ci, którzy chcą wybrać się tą drogą, powinni mieć dobry samochód z napędem 4X4, zapas paliwa minimum 150 litrów, około 100 litrów wody pitnej i zapas żywności. Nam udało się przejechać bez większych przygód, ale na pewno warto tą informację potraktować poważnie.

  

         

Bushmenland - położony jest w północno-wschodniej Namibii na obrzeżach Pustyni Kalahari, tuż przy granicy z Botswaną. Dzisiaj jest dzień wolny od zajęć szkolnych, korzystamy, więc z tej okazji i przyglądamy się edukacji w wiosce odwiedzając pustą szkołę. Do niedawna dzieci nie miały żadnych obowiązków, uczono je tylko przeróżnych gier i zabaw zręcznościowych. Dzieci dużo czasu spędzały na rozmowie, żartach, nauce muzyki i tańca. Na dzień dzisiejszy wiele się zmieniło, program zmian stylu życia wprowadził edukację w wioskach. Skromne warunki nie przeszkadzają w nauce, niewielka garstka uczniów mieści się w jednej klasie, a przedział wiekowy uczniów wacha się od 7 do 14 lat.



               

Bushmeni, są rdzennymi mieszkańcami południowej Afryki. Potocznie nazywani "Saan" z pewnością są jednym z najstarszych plemion. Społeczność z roku na rok maleje, wioski liczą zaledwie do 50 mieszkańców, a jest ich tylko 36 w całym Bushmenlandzie. Ludzie głównie zajmują się łowiectwem, zbierają również, to, co im busz serwuje. Ich terytorium łowieckie obejmuje od kilku do kilkunastu kilometrów od domu w zależności na ile zapas wody im wystarcza. Polowanie mężczyzn polega na długim i żmudnym śledzeniu zwierzyny. Zdobycz zabijają przy pomocy łuku. Wystrzelone celnie strzałki z trucizną o powolnym działaniu, powodują osłabienie, paraliż i po jakimś czasie zgon zwierzyny. Kobiety zaś, opiekują się dziećmi, oraz zajmują się zbieractwem pożywienia jak i wyplataniem biżuterii.


   

 

Bushmeni zabierają nas na Bush Walk, pokażą jak zdobywają pożywienie.



Medycyna tu nie dociera, więc muszą sobie radzić sami. Kora młodego krzewu przeżuwana w ustach wydziela sok, który leczy. Natomiast długi pas kory zawiązany dookoła głowy pomaga na ból głowy.



Z suchej trzciny wyrabia się lekkie, ale bardzo skuteczne strzałki do łuku, którą można zabić nawet wielką żyrafę.



Zbiera się tu niemal wszystko; owoce, kwiaty, trzeba tylko wiedzieć, czy dana roślina jest jadalna. Wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie pozwala dokładnie rozróżnić rośliny.

 

 

Ich wiedza bardzo się przydaje, dokładnie wiedzą gdzie trzeba kopać dołek, w którym znajduje się bulwa nazywana 'ama' przypominająca kształtem, oraz smakiem naszego ziemniaka. Trzeba wiele dołków wykopać patykiem, aby przynieść odpowiednią ilość żywności do wykarmienia dzieci i starszyzny.

 

Nie można się nadziwić jak im się udaje rozglądać dookoła nie patrząc pod nogi. Idąc na boso łatwo wbić sobie ostrego kolca w stopę, których jest tu bezliku, nie wspominając o jadowitych wężach.

 

Ten krzak obfituje w żywe białko, wystarczy pozbierać, oberwać nogi, aby nie uciekło i schować do sakwy, a upieczone na ognisku są smaczną przekąską.

 

 

Orientację w terenie zdobywa się od starszyzny. W większości przypadków wyznacznikiem kierunku drogi są wysokie drzewa, co prawda nie ma tu baobabów, ale wyższe drzewa pomagają się odnaleźć. Charakterystyczne miejsca są nazywane, co pomaga w tłumaczeniu trasy. Całą mapę i kompas, Bushmeni mają w głowie.




 

Długo trzeba było kopać tą ogromną dziurę, ale aby zaspokoić pragnienie musimy wydobyć z niej biały korzeń, który niczym gąbka nasączony jest wodą. Wystarczy oczyścić z piachu i można spożywać na surowo. Wygląda jak nasza biała rzodkiew, jest bez smaku, lecz jest bardzo wilgotny i gasi pragnienie.





Na zakończenie tubylcy żegnają nas tradycyjnym tańcem żyrafy. Przeżycie tych paru chwil i zobaczenie codziennego życia tego plemienia, to niezła lekcja. Dopiero tutaj człowiek z pokorą dostrzega, w jakim luksusie żyje i jakie błahe sprawy przyprawiają nas o przysłowiowy ból głowy, na przykład chwilowy brak prądu, czy wody…


 

Z Bushmenlandu szutrowymi drogami przemieszczamy się w kierunku Etosha. Przekraczając mury bramy wjazdowej zaczyna się teren starego Fortu Namutoni.



Twierdza została zbudowana w 1896 roku i pierwotnie służyła, jako niemiecka placówka policji, potem wielokrotnie zmieniano jej funkcję. W 1950r Namutoni został uznany za narodowy zabytek i udostępniono go dla celów turystycznych. Obecny fort w dużej mierze służy, jako Lodge, miejsce postoju, oraz camping dla przybywających do Etoshy. My też w tej niepowtarzalnej atmosferze spędzamy nocleg.


 

Park Narodowy Etosha. Etosha nazywana często Wielkim Białym Miejscem, tak naprawdę jest dużym solnym jeziorem endoreicznym, w zależności od sezonu jest zalewane płytką wodą, lub całkowicie suche. Stanowi część Kalahari w północnej Namibii i należy do jednego z największych parków przyrody w kraju. Teren parku jest mało zakrzewiony, a większość parku pokrywają ogromne połacie niekończącej się pustyni, stworzonej przez wyschnięte jezioro, które pokrywa suche solne błoto. Długość parku, to ponad 120km., jadąc wzdłuż mijamy żyrafy, antylopy, zebry i wiele innych zwierząt.



   



 Zebry znalazły malutki wodopój, gromadzą się przy nim korzystając z dostępnej wody.



Jedynym wzniesieniem w obrębie setek kilometrów, są pagórki nieopodal campu Halali. Z informacji wynika, że w tej okolicy można napotkać drapieżne koty, jak na złość nigdzie ich nie ma. Sępy obgryzają padlinę, a więc, to sygnał, że były, tu niedawno drapieżniki.



Po pokonaniu ponad stu km. pod drzewkiem, przy samej drodze, napotykamy stado lwów. Największy osobnik ma najlepszą miejscówkę. Leży beztrosko w cieniu pod drzewem trzymając pod łapą kawał zebry, a z paszczy ocieka mu jeszcze krew.



 

Z Etoshy już tylko parę kilometrów do najważniejszego miejsca tej wyprawy: plemienia Himba. Lud Himba, to niewielkie plemię, które liczy zaledwie 50 tyś. Ta półkoczownicza rdzenna ludność zamieszkuje północną część Namibii i południową część Angoli. Zajmują się pasterstwem, głównie hodując owce, kozy i bydło.




 

Kobiety, jak i dziewczęta mają za zadanie wykonywanie bardziej pracochłonnych prac niż mężczyźni. Przynoszą wodę, zbierają drewno na opał, doją krowy i kozy, gotują, serwują posiłki, dbają o dzieci, a także wykonują własnoręcznie odzież i biżuterię. Zarówno mężczyźni jak i kobiety, noszą tradycyjne ubrania, w większości przypadków, na który składa się po prostu skąpa spódnica i biżuteria, czasami kobiety zakładają na stopy sandały, z podeszwą wykonaną z koziej skóry, a mężczyźni sandały z silną podeszwą ze starych opon samochodowych.


   

 

Fryzura i biżuteria odgrywają znaczącą rolę wśród Himba, po tym można rozpoznać wiek i status społeczny. Młodzi chłopcy na ogół mają głowę ogoloną, zostawia się tylko mały kosmyk na czubku, aby później zapleść jeden warkocz. Kiedy stają się mężczyznami warkocz rozdziela się na dwa, wysunięte do przodu w kierunku twarzy. Kobiety zamężne, noszą na głowie ozdobę zwaną Embre wykonaną z owczej skóry, a reszta głowy otoczona jest wieloma warkoczami pokrytymi mieszanką glinki, tłuszczu, popiołu i czerwono-ceglastej ochry, końcówki warkoczy są mocno rozczesywane.



Strój kobiecy waży około 12 kg, składają się na niego ciężkie metalowe bransolety na ręce i nogi, obroże, pas, korale, które w większości wykonane są ze skóry, kości i metalu. Bransolety na nodze wykonane z metalowych kulek chronią przed ukąszeniem węża. Na szyjach między piersiami wiszą symbolizujące płodność muszelki, a liczba bransolet na kostkach nóg odpowiada liczbie posiadanych dzieci.

 

 

Domy wykonane są z drewnianych pali, tynkowane gliną z domieszką łajna krowiego, jako środek wiążący, a dachy pokryte są strzechą. Dom dzieli się na dwie części kuchnię i sypialnię wyścielaną skórami z oryxa. Wewnątrz pali się ognisko, a dym ulatnia się poprzez szpary w dachu, całość chaty jest mocno okopcona zapachem jak z wędzarni.


 

Himba znane są z ceremonii kosmetycznych, gdzie zamiast perfum używają dymu z ogniska. Swe ciała pokrywają pastą z mieszanki tłuszczy zwierzęcych i pigmentu ochry. Taki zabieg oczyszcza skórę na długi okres, a z powodu niedoboru wody, chroni przed bardzo gorącym i suchym klimatem, jak również działa odstraszająco na komary. Po takich zabiegach ciało kobiety pozostaje aksamitne na długo. Mieszanina kosmetyczna, często perfumowana aromatyczną żywicą, nadaje skórze i włosom charakterystyczny czerwono-ceglasty odcień. Styl ten, uważany jest przede wszystkim za wysoce pożądany i estetyczny, jako piękny kolor, symbolizujący głęboki czerwony kolor ziemi, jak i kolor krwi istoty życia.


Jedziemy w kierunku wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Kilometry prostych szutrowych dróg, które wyglądają jakby nie miały końca, wokół tylko pustka, w oddali skały i nic po za tym.

 


Dojeżdżamy do
masywu górskiego Brandberg w zachodniej Namibii, tu wypiętrzył się około 120 mln lat temu najwyższy szczyt kraju – Königstein na wysokość 2606 m n.p.m. Ten masyw górski zbudowany jest ze skał granitowych. Na terenie masywu odkryto liczne malowidła naskalne Buszmenów, między innymi The White Lady - Biała Dama.

 

Korytem wyschniętej rzeki wraz z przewodnikiem idziemy obejrzeć słynne malowidła naskalne, które zostały stworzone 2 do 5 tyś. lat temu.





 
 

 

Ukryte między skałami rysunki pokazuje nam przewodnik, oraz opowiada historię i związane z nimi mity i legendy. Malowidła opowiadają, że najprawdopodobniej Biała Dama, nie była kobietą. To mężczyzna, prawdopodobnie tradycyjny uzdrowiciel. W plemieniu Bushmenów tylko mężczyzna może polować, a więc, to nie mogła to być kobieta, ponieważ niesie łuk i strzałę, a po drugiej stronie naczynie z lekiem, by leczyć ludzi. Biały rysunek po lewej, to miejsce gdzie ludzie wykonują swój rytualny taniec. Siedzą przy ognisku i tańczą przez długie godziny.

    

 

Na koniec przewodnik wymienia jak nazywają się wszystkie plemiona w Namibii. On sam pochodzi z plemienia "Damaras", gdzie posługują się "klikającym" językiem.



 

Kontynuując podróż przez pustynię dojeżdżamy do wybrzeża Atlantyku. Zabudowania miasteczka przypominają niemiecki ład i porządek. W tej okolicy ze względu na połowy dużych ryb osiedlili się europejczycy, głównie właśnie Niemcy.


 

Wybrzeże szkieletów, to wybrzeże Oceanu Atlantyckiego rozciągające się na długości ponad 500 km między rzeką Kunene, pustynią Namib, a ujściem rzeki Swakop. Do niedawna Wybrzeże Szkieletów było przeklętym miejscem dla żeglarzy, nazwane bramą do piekła ze względu na panujące tu silne prądy morskie, oraz liczne płycizny, stanowiące śmiertelną pułapkę. Do dzisiaj na linii wybrzeża znajdują się szkielety rozbitych statków i wielorybów. Pod powierzchnią plaży znajdują się ogromne bogactwa, czyli pokłady diamentów i innych minerałów.



Będąc tu warto odbyć rejs po zatoce Wallis Bay w poszukiwaniu wielorybów. Podczas rejsu nie lada atrakcją, jest towarzystwo pelikanów na pokładzie. Po za tym karierę robi, mała foka, a w zasadzie kotik afrykański, wskakując w czasie rejsu na tylną burtę i w zamian za przekąskę w postaci rybki pozwalała się pogłaskać i pozować do zdjęć niczym gwiazda filmowa.

   

 

Jedną z atrakcji na rejsie jest podpłynięcie do dużej kolonii kotików afrykańskich, które w przedziwny sposób komunikują się z innymi osobnikami.


 

Co prawda wieloryba nie udało się zobaczyć, ale w zamian widzieliśmy fermę ostryg, które potem degustowaliśmy popijając szampanem.

           

 

Pokonując kolejne kilometry, niespodziewanie, prosto z piachu pustyni wyłaniają się fantastyczne formacje skalne Vogelfederberg.

 

Na pustkowiu napotykamy strusie, które z oddali ze zdziwieniem obserwują, co my tu robimy?

 


Kolejna równina gdzie można przyjrzeć się drzewom koker boom, czyli drzewom kołczanowym, które zadomowiły się w tym ekstremalnie niegościnnym środowisku. Jest to najwyższy gatunek aloesu. Gruba kora chroni rośliny odbijając promienie słoneczne. Zbudowane są z miękkiej tkanki, a nie z drewna. Dzięki temu Buszmeni usuwali miąższ, a korę używali, jako kołczan, lub pojemnik do przechowywania wody i żywności.

           

Kontynuujemy podróż przez pustynię. Wydawałoby się, że droga nadal będzie prosta, bez zakrętów i wyzwań. Nic bardziej mylnego, pustynia kolejny raz zaskakuje swoim ukształtowaniem terenu. Aby przedostać się w linii prostej około 50 km., musimy objechać ponad 300 km. krętą drogą przez cały kanion wyschniętej rzeki Kuiseb.

 

Kuiseb ma około 560 km długości i jest jedną z najsilniejszych rzek w Namibii. Dzięki czemu powoli drążąc rozbija solidne, łupkowe, kwarcytowe skały, tworząc piękny kanion Kuiseb. Kanion jest stosunkowo młody w porównaniu do innych, tworzy się dopiero od 4mln. lat.



 

Pustynia dalej nie odpuszcza, dookoła wąwozy, góry i skały.




 

Dojeżdżamy do magicznej bariery - zwrotnika koziorożca. Po przekroczeniu tej linii krajobraz zmienia się na bardziej płaski, ale nadal bardzo surowy i nieprzyjazny.






           

Pustynia znowu pokazuje swoje pazurki w postaci bezkresnych skalistych równin, które notabene oceniane są przez wielu za najpiękniejszą pustynię na świecie - pustynie Namib.




 

Park Narodowy Namib - Nakfuld. Po zachodzie słońca rozstawiamy nasz hotel wielogwiazdkowy, czyli spędzamy nocleg na pustyni pod gwiazdami. Miejscówkę znajdujemy jak zwykle najlepszą, przy lampce wina spędzamy wieczór oglądając gwieździste niebo.

 

Wschód słońca, - godz. 5.30.

 

"Wydma 45". Tylko wcześnie rano można na nią wejść. Jest parę minut po szóstej, piasek jest jeszcze chłodny, po zimnej nocy nie zdążył się nagrzać. Wejście, to nie taki straszny diabeł, jak myśleliśmy. Każdy obiera inną technikę zdobycia szczytu, jedni na boso, inni w obuwiu, następni pędzą szybko, ale wszystkim przyświeca jeden cel - zdobyć wydmę przed rozgrzaniem się piachu. Na szczycie puszczamy drona, aby widzieć więcej piachu z góry?







 
 


Najładniejsze miejsce na pustyni Nakfuld Namib, to zdecydowanie Sossusvlei. Niestety, tu można się dostać tylko dobrą terenówką 4X4. Technika jazdy jest bardzo ważna, łatwo można się zakopać. Nie spuszczając wcześniej powietrza z kół, też nam udało się zakopać po same osie. Wiele frajdy było z wygrzebania auta z piachu. Mimo wszystko najlepszy sprzęt nie zastąpi mocy ludzkich mięśni.




 

Martwe jezioro Sossusvlei. Solnisko otoczone wysokimi czerwonymi wydmami, znajduje się w południowej części Pustyni Namib. Kontrast nieba, wydm i wyschniętego dna jeziora z kikutami martwych drzew, sprawia, że okrzyknięto to za najpiękniejsze miejsce do fotografowania. W porze deszczowej dolina na chwile zalewana jest wodą, po czym szybko wysycha zostawiając białą skorupę niczym solnisko, drzewa, które kiedyś tu rosły zamieniły się w suche zdrewniałe pomniki obserwujące od wieków to miejsce.





Opuszczamy pustynię. Przemieszczamy się wzdłuż Parku Gondwana.

 

Na nocleg warto zatrzymać się w Roadhouse Gondwana, który znajduje się na trasie, zaledwie 20 km od punktu widokowego Fish River Canyon. Obiekt godny polecenia, posiada wiele komfortowych miejsc do spania, jak i tanie pole namiotowe. Lodge jest ciekawie urządzona w stylu starych samochodów z lat początku XX wieku. Serwowane pyszne posiłki wśród części samochodowych, stoliki przy old mobilach, nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat. Właściciel z zamiłowania do staroci, zgromadził ogromną kolekcję samochodów, maszyn rolniczych, jak i starych części i narzędzi mechanicznych. Wnętrze nie dość, że wygląda nietuzinkowo, to może również służyć, jako muzeum, dla miłośników starej motoryzacji.







 

Fish River Canyon. Kanion położony na dalekim południu Namibii, jest największym kanionem w Afryce, drugim, co do wielkości kanionem świata. Posiada gigantyczny wąwóz, w sumie około 160 km długości, 27 km szerokości i miejscami niemal 550 metrów głębokości. Jego powierzchnia została ukształtowana przez ponad 650 milionów lat przez siły natury. Przejście nim, jak i zobaczenie widoków pozostawia niezapomniane wrażenie. Rzeka Fish jest najdłuższą w Namibii, obfituje w wiele gatunków ryb. Kanion przecina płaskowyż, który jest suchy, kamienisty i słabo pokryty roślinnością. W dole kanionu można zaobserwować roślinność, szczególnie w porze deszczowej. Przez kanion prowadzi szlak turystyczny o długości 85 km. zaczyna się w Hobas, a kończy Ai Ais przy gorących źródłach. Na pokonanie średniej trudności kanionu trzeba zarezerwować sobie 5 dni między majem, a wrześniem i koniecznie zrobić rezerwację w biurze parku, co najmniej na rok do przodu. Na tym najbardziej popularnym szlaku turystycznym w południowej Afryce zobaczyć można spektakularne krajobrazy, dziką przyrodę, a strome zejścia pomiędzy głazami podnoszą adrenalinę.



 

 

Żegnamy się z Namibią i ruszamy w długą drogę do Kapsztadu. Wreszcie cywilizacja. Koniec z jajecznicą na śniadanie, fundujemy sobie śniadanie na pełnym wypasie.



           

W nadmorskiej miejscowości Simons Town warto odwiedzić słynną kolonię pingwinów przylądkowych. W zacisznej plaży w stosunkowo ciepłych wodach zatoki False Bay, pomiędzy ogromnymi głazami, pingwiny gromadzą się, oraz znajdują schronienie od prądów morskich i dużych fal. Wyjątkowym doświadczeniem jest zobaczenie jak, te małe śmieszne bezlotki poruszają się po plaży, figlarnie muskają swoich partnerów.

 


Przylądek Dobrej Nadziei. Na półwyspie przylądkowym są dwa interesujące punkty do zobaczenia, jeden to, Cape Point, który znajduje się na południowym krańcu półwyspu. Znajduje się na nim latarnia morska. Tu stykają się dwa oceany, Atlantycki z Indyjskim.



 

Drugi punkt położony jest około 2 kilometry na wschód i jest nim Przylądek Dobrej Nadziei.



 

Kapsztad. Waterfront, to wizytówka Kapsztadu. Tu się odbywają wszelkie wydarzenia kulturalne i rozrywkowe. Miasto proponuje szereg imprez, które odbywają się przez cały rok.



 

Najlepszy widok na cały Kapsztad wraz z Górą Stołową w tle, można zobaczyć z lotu ptaka. W tym celu trzeba wykupić lot paralotnią w tandemie startując z wierzchołka góry Lion’s Head. Na wstępie wypełnia się formularz ze zgodą na dobrowolny lot. Po formalnościach zakładamy pilotkę, uprząż i można startować. Przy dobrej pogodzie wspaniałe widoki na zatokę gwarantowane. Pod nami okoliczne plaże i miejscowości takie jak słynna Camps Bay, czy Clifton. W tle mamy Dwunastu Apostołów, Górę Stołową i Lion’s Head.






           

Znajduje się tu oceanarium dwóch oceanów. Oceanarium ma swoje lata świetności już dawno za sobą. W dzisiejszych czasach tego typu obiekty na świecie prezentują się znacznie lepiej, ale jak ktoś nie bywał w innych to warto odwiedzić.




Park Narodowy Góry Stołowej. Będąc w Cape Town nie można przegapić najważniejszej atrakcji regionu. Już sam wjazd obracającą się o 360° kolejką górską na Górę stołową robi wrażenie.






Najładniejsze widoki, są o wschodzie i zachodzie słońca, polecam oba warianty. Z góry rozpościera się panorama usytuowanego wokół zatoki miasta. W oddali widać nieco niższą górę Lion’s Head, a Dwunastu Apostołów opływają chmury.




           

Powoli zbliżamy się do końca wyprawy. Decydujemy się na ostatnie zamoczenie nóg w cieplejszym Oceanie Indyjskim, w zatoce Nature's Valley. Zatoka z lotu ptaka czaruje błękitnym kolorem wody. Miejsce to szczególnie upodobało sobie wielu afrykanerów, którzy w pobliskich lasach mają domki letniskowe. Laguna zatoki wkomponowała się w podnóże gór Tsitsikamma, a płytkie jej wody szybko nagrzewają się przyciągając turystów.

Na zakończenie odrobina adrenaliny z Bloukrans Bridge 216m. Dla śmiałków serwowane jest jedno z najwyższych bungy z mostu na świecie. Reklamują się, że: "jesteśmy tu po to, aby dać Ci najbardziej niesamowite przeżycie w twoim życiu"!!! Krótki i szybki lot nie pozwala na rozkoszowanie się widokiem doliny Bloukrans River. Za to gwarantowane niesamowite przeżycie.



 

Kończąc, każdego chcę zachęcić do spędzenia magicznych chwil w Południowej Afryce.
Więcej fotek można oglądnąć w galerii.