W krainie ognia, lodu i wodnych warkoczy.

Islandia 2014

 

                Planowana przeze mnie na przyszły rok wyprawa, niespodziewanie odbyła się w lipcu 2014r. Na wstępie Wielkie Dzięki za przygotowanie trasy i organizację przez Olafa, oraz za szczerą i życzliwą pomoc ze strony małżeństwa polsko-islandzkiego, Oli i Daniela.

Pierwsze islandzkie zaskoczenie nastąpiło jeszcze w samolocie, gdzie z góry obserwowaliśmy jak noc zostaje w Europie, a im bliżej wyspy tym jaśniejszy dzień się robił, słońce nad chmurami świeciło jak w dzień. Po wyjściu z lotniska w środku nocy  widzimy duże zachmurzenie, ale nadal jest jasno jak w nasz pochmurny dzień. Zjawisko to dla nas nieznane i ciekawość ogromna, czy będzie ciemno choć prze chwilę, czy nie?


Potocznie dymiąca zatoka, oficjalnie Reykjavík, stolica i zarazem największe miasto, gdzie mieszka połowa społeczności wyspy w tym spora grupa Polaków. Ta najbardziej wysunięta na północ stolica świata nie powala na kolana swą urodą, jedynie w porcie można na chwilę się zatrzymać, zwiedzić w okazałym, futurystycznym budynku salę koncertową i centrum konferencyjne Harpa, parę nowoczesnych budowli przy ul. Borgartun, gdzie trzy największe banki tworzą dzielnice centrum finansowego, no i oczywiście centrum w którym znajdziemy informację turystyczną, sklepy z pamiątkami, a po za tym są tylko kawiarnie, bary, pub-y, kluby nocne zapełniane przez młodzież w piątkowo-sobotnie wieczory (Islandczycy optymistycznie nastawieni do życia, lubią się śmiać, bawić do białego rana, a także nie stronią od drogiego alkoholu).





Informacja dla backpackersów -  blisko centrum Reykjaviku zlokalizowany jest hostel i pole namiotowe czynne od połowy maja do połowy września, przyjeżdżając w nocy, można się rozbić, a formalności załatwia się rano w biurze. Adres:  Reykjavik Campsite
, Sundlaugarvegur 32, 105 Reykjavík, Tel 568-6944, Fax 588-9201, info@reykjavikcampsite.is.

Camp zapewnia dobre warunki sanitarne, dostęp do kuchni, jest dużo miejsca dla namiotów i camperów, w pobliżu basen i stadion. Przy popularnych szlakach na Islandii są darmowe, lub niedrogie prysznice i toalety gdzie można przed lub po powrocie ze szlaku odświeżyć się.

  

Wreszcie wyruszmy w trasę z Reykjaviku dookoła wyspy. Pierwsze kroki kierujemy na wschód do najbardziej znanego miejsca, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO , tzw. "równinę zgromadzeń",  Parku Narodowego Pingvellir, położonego na północnym brzegu największego islandzkiego jeziora Þingvallavatn. To historyczne miejsce jest bardzo ważne dla Islandczyków, ponieważ w 930r w tym miejscu po raz pierwszy zebrał się islandzki parlament "Althing", który jest jedną z najstarszych instytucji parlamentarnych świata.



Teren parku jest bardzo interesujący ze względu na swoją budowę geologiczną, stykają się tu płyty tektoniczne eurazjatycka i północnoamerykańska. Obserwuje się tu znaczącą aktywność sejsmiczną i wulkaniczną. Powierzchnia terenu poprzecinana jest wieloma szczelinami, a największ
ą tworzy głęboki wąwóz Almannagjá, tworzący łagodny szlak do wodospadu.





Wzdłuż rzeki, przechodząc drewnianymi kładkami przez ogromną równinę dochodzi się do głębokiego kanionu
z krystalicznie czystą i przejrzystą wodą, dla chętnych organizowane jest nurkowanie w szczelinach między płytami kontynentalnymi. Warto zatrzymać się koło kościółka i małego cmentarza poetów skąd roztacza się widok na cały park.




Na drodze nr 35 jadąc do wodospadu Gullfoss koniecznie trzeba się zatrzymać koło gorących źródeł wyrzucających słup wody. Geysir, to nic innego jak spektakularne wyrzucanie wody z głębin ziemi na wysokość nawet do 35m, cykl ten powtarza się co 10 minut, co przyciąga mnóstwo gapiów czekających na najlepsze ujęcie. Nieopodal znajduje się jeszcze kilka źródeł, które co prawda nie wyrzucają wodnych słupów, ale za to gorąca woda w nich, podgrzewana przez zalegającą głęboko pod ziemią magmę,  przybiera różne kolory. W tych okolicach trzeba zachować szczególną ostrożność, bardzo łatwo się poparzyć.






www.youtube.com/v/DPsSv5uq1zE

Złotym wodospadem nazwany jest najsłynniejszy islandzki wodospad Gullfoss. Wodospad na rzece Hvita zmieniający się na dwóch progach w rwący kaskadowy żywioł, to nieokiełzana siła i moc natury. Ogromne wrażenie robi masa wody, rozbryzgując się z hukiem o skały tworzy mgiełkę, a w słoneczne dni często towarzyszy mu niejedna tęcza. Historyczne wzmianki opowiadają, że na początku XX wieku Gullfoss miał być przekształcony przez grupę przemysłowców w hydroelektrownię, a na ten szalony projekt wyraził zgodę rząd oraz właściciel. Ten wspaniały twór natury ocaliła córka ówczesnego właściciela stanowczo sprzeciwiając się zagroziła, że jeśli budowa się rozpocznie, to skoczy w nurt wodospadu.




Szutrową drogą interioru F225 o księżycowym wyglądzie, po wielu godzinach jazdy wertepami dostajemy się na teren rezerwatu przyrody Fjallabak, tu zostajemy na pierwszy nocleg pod chmurką na campie Loomundur. Namioty rozbijamy o północy bez latarek, jest jasno jak w dzień. Nie wiem jak to opisać ale w namiocie było tak cholernie zimno, że spać nie można było, zmęczenie dawało we znaki, a spania nie ma, na dodatek co człowiek oczy otworzy, to tu dalej jasno, tylko na zegarku godziny lecą, druga, trzecia, czwarta rano, można byłoby powiedzieć aby do świtu – a świt jest cały czas.






Po bezsennej nocy zaraz po śniadaniu ruszamy dalej zatrzymując się na mały trekking koło jeziora Frostastaoavatn, tu zaczyna się magia kolorów wulkanicznych gór odbijających się w błękitnej tafli jeziora.



Wspinając się na pobliski szczyt widzimy dookoła wulkaniczne kopczyki rozsypane na równinie. Pokonując naszym
fordem 4x4 rzekę przepływającą przez szutrową drogę docieramy do Landmannalaugar.


Przepiękne miejsce nad rozległą doliną otoczoną wysokimi górami w przeróżnych kolorach, od soczystej zieleni po różne odcienie czerwieni, piasku, szarości, a na szczytach góruje zalegający w skalnych szczelinach śnieg. Zbocza usłane są licznymi parującymi gejzerami, na odległość wyczuwa się odór siarki. Jest pięknie, szlaki pełne turystów, a najładniejszy widok rozpościera się z wulkanu Brennisteinsalda gdzie jak na dłoni widać całą dolinę usłaną wodnymi warkoczami.

   
   






Kolejny dzień rozpoczynamy od wodospadu Seljalandsfoss. Jadąc drogą nr 1 jest widoczny z daleka, wystarczy skręcić na parking i mamy go jak na patelni. Topniejący się lodowiec tworzy rwące nurty rzeki Seljalandsá które z impetem spadają z 60m urwiska skalnego. Atrakcją turystyczną jest przejście za wodospadem i poczucie ogromnej siły, mocy natury, grzmotu spadającej wody. Obowiązkowo ubrać trzeba się w peleryny przeciwdeszczowe, bo mgiełka unosząca w powietrzu moczy każdego intruza. Widok z nad wodospdu na rozległą zieloną równinę na tle niebieskiego nieba zwala z nóg.


Kolejnym wodospadem na trasie jest Skogafoss. Rzeka Skoga wytworzyła jeden z największych wodospadów w kraju o szerokości 25 m, a jego wysokość sięga z 60 m. Ze względu na ilość spadającej wody, wodospad konsekwentnie produkuje mgiełkę, gdzie zwykle w słoneczne dni pojawia się pojedyncza lub podwójna tęcza.





Z tego miejsca rozpoczyna się niebieski szlak do doliny między dwoma lodowcami. Trasa wiedzie wzdłuż ogromnego kanionu którym spływają wody z roztapiających się lodowców. Przepiękne widoki wodospadów łagodzą trudy wielokilometrowego szlaku, po 12,5 km przechodzi się przez mostek na drugą stronę rzeki gdzie rozpoczyna się kolejny odcinek około 10 km do schroniska, stamtąd ostatni odcinek do przełęczy międzylodowcowej. Niestety gdzieś na 15 km. załamała się pogoda co pokrzyżowało nam plany, i po rozsądnej decyzji wracamy.



 

 



Dzień kończymy znowu o północy rozbijając namioty w idealnym miejscu na łączce otoczonej skałami wulkanicznymi, a co najistotniejsze dla niektórych uczestników, za darmo. Kolacja z lampką wina po północy w tej scenerii smakowała pysznie, nie pytajcie co jedliśmy.


Kolejny dzień i kolejny wodospad na trasie, można by powiedzieć do znudzenia, ale każdy z nich jest inny i wyjątkowy, z inną historią, a na pewno warty zobaczenia. Dojście na szczyt po stromym skalnym zboczu wzdłuż wodospadu Sysrafoss zajmuje około 30 min. Na krawędzi ogromnego klifu zatrzymuje się woda jeziora Systravatn, która strumieniem przelewa się wprost do wodospadu. Jezioro otrzymało nazwę poczętą z legendy o dwóch siostrach i złotym grzebieniu. Z góry rozpościera się piękna panorama na morze.

  



Jadąc jedynką parę kilometrów dalej, przy samej drodze, są ciekawe "skały krasnoludów", w oddali kolejny wodospad Foss A Sidu.


Park Narodowy Skaftafell - około 80% powierzchni parku zajmuje lodowiec Vatnajökull, położony jest na terenach o dużej aktywności wulkanicznej. Teren parku jest regularnie nawiedzany przez różnego rodzaju kataklizmy, do których należą między innymi erupcje wulkanów i nagłe fale powodziowe powstające na przedpolach lodowców. Krajobraz urozmaicają liczne cieki wodne.







Tu też jest najwyższy szczyt górski pochodzenia wulkanicznego Hvannadalshnúkur ( 2119m n.p.m.) Stąd też są organizowane wypady na lodowiec, co  jest niezłym doświadczeniem, wiele można się dowiedzieć, na pewno moje zapały na atak szczytu zostały szybko rozwiane przez przewodnika, sprowadzając mnie z chmur ma ziemię. Bez solidnego przygotowania, ekwipunku, oraz miejscowego przewodnika można zapomnieć o zdobyciu najwyższego szczytu Islandii. Pokonując połacie lodu co kawałek można natrafić na niebezpieczne szczeliny, głębokie studnie zalewane wodą, lodowcowe jaskinie, które w lecie wypełniają się wodą. Koszt 3 godz. wejścia wraz z ekwipunkiem, raki, czekan, itp. to  8500 isk.






 




Będąc tu, nie można pominąć, przez wielu nazywanym jednym z najbardziej oszałamiających miejsc, czyli czarny wodospad Svartifoss. Nazwę swą zawdzięcza otaczającej go scenerii, a otoczony jest uformowanymi z lawy charakterystycznymi ciemnymi sześciobocznymi bazaltowymi kolumnami, które były inspiracją architekta przy projektowaniu fasady kościoła Hallgrímskirkja w Reykjaviku.



Po pełnym emocji dniu znajdujemy wspaniałe ustronne miejsce na darmowe biwakowanie, tu spędzamy noc, no może pół nocy, bo namioty rozbijamy jak zwykle po północy, kolacja i opowieści różnej treści, łapie nas 2 rano.