South Africa 2011


South Africa 2011

Termin wyprawy : marzec 2011

Trasa: RPA>Botswana>Zimbabwe>Swaziland>Mozambik>Lesotho. Mamy do pokonania 11,5 tys. km małym osobowym samochodem (Toyota Corolla).



RPA

                Pierwszy odwiedzony punkt na trasie, to Sun City nazywane (Zaginionym Miastem). RPA na podobieństwo utworzonego na pustyni amerykańskiego Las Vegas, wybudowało nieopodal Johannesburga swoje Lost City z imponującym Pałacem Zaginionego Miasta, oraz wieloma kasynami. Sun City jest rozpoznawany na całym świecie, doskonały resort z bogatą ofertą hoteli, atrakcjami i imprezami na światowym poziomie.

 

              

Jak przystoi w tak dostojnym miejscu nie zapomniano o polu golfowym, na którym to, odbywają się turnieje Nedbank Golf Challenge z największymi światowymi sławami w rolach głównych. Odprężyć można się w parku wodnym Valley of the Waves, który dostarcza wielu tropikalnych emocji.



Niestety w trakcie naszego pobytu w luksusowym hotelu przebywał prezydent państwa i nie można było zwiedzić całego kompleksu.

Lokalizacja Lost City nie jest przypadkowa, ponieważ Zaginione Miasto usytuowane jest na obrzeżach jednego z ładniejszych parków - Pilanesberg National Park. Popularność swą zawdzięcza swojemu położeniu, tylko niecałe 2 godziny jazdy samochodem dzieli od Johannesburga i Pretorii. Skupisko niesamowitej różnorodności roślin (ponad 132 gatunków drzew, 68 gatunków traw), i zwierząt, ponad 360 gatunków ptaków. Praktycznie można tu zobaczyć wszystkie gatunki rodzimych zwierząt Południowej Afryki, w tym Wielką Piątkę - (Big Five) w ich naturalnym środowisku. W trakcie objazdu parku spotykamy m.in.: słonie, bawoły, antylopy, gnu, żyrafy, zebry, guźce i wiele innych.



Nocujemy pod namiotem na campie w centralnej części parku (trzeba pamiętać o zasadach poruszania po parku, oraz o powrocie na nocleg w wyznaczonej przez park godzinie, w przeciwnym wypadku bramy są zamykane i grozi wysoka grzywna).

Rano wczesna pobudka, jedziemy na obserwację ptaków o wschodzie słońca nad Pilanesberg.





   

Botswana

                - ponad 80% powierzchni tego kraju zajmuje pustynia Kalahari. W przeciwieństwie do RPA gdzie dzikie zwierzęta zobaczymy raczej tylko w ogrodzonych Parkach Narodowych, tutaj na drodze często można spotkać przebiegającego słonia czy żyrafę.

 
 

Na tutejszych drogach są tak potężne odległości, że można przejechać 400 km w linii prostej i nic nie spotkać, ani jednego człowieka, ani gospodarstwa, nie mówiąc o bardzo rzadko przejeżdżającym innym samochodzie (GPS pokazuje, że za 305 km. będzie zakręt..?!).

Po drodze zatrzymujemy się na nocleg, w Palapye Camp – gorąco polecam to miejsce, pole namiotowe jak każde inne, ale toaleta, prysznice wkomponowane w naturę to wielka frajda dla użytkowników.

  

Khama Rhino Santuary powstała w 1992 r., aby pomóc w ratowaniu ginącego gatunku nosorożca białego. W Khama jest ich obecnie ok. 34 szt.



 

 

Zbliża się wieczór, a po zachodzie słońca nie warto podróżować, jest to niebezpieczne, ponieważ wychodzą wtedy na drogę zwierzęta, a w szczególności szare osły, których nie widać na drodze i nie trudno o wypadek, a zderzenie z taką masą mięsa zakończyłoby naszą wyprawę. 

  

Docieramy do malutkiej wioski ETSHA gdzie zgodnie z mapą ma być camp. Niestety w miasteczku nie mo pola namiotowego, ani miejsc noclegowych. Za to witają nas sympatyczni, ciekawscy mali mieszkańcy. 

Noclegu brak, jesteśmy załamani, jest już po zachodzie słońca, wracamy więc do głównej drogi gdzie jest drogowskaz na ROAD CAMP po dotarciu na miejsce okazało się, że, to obozowisko robotników drogowych (po konsultacjach pozwalają nam rozbić namiot pod warunkiem opuszczenia campu o świcie), spędzamy z nimi miły i sympatyczny wieczór.
Przy ognisku rozmawiamy z tubylcami, są bardzo ciekawi, jak mówią poza miejscem zamieszkania, to nigdzie nie byli. Więc nasza opowieść o śnieżnych górach w Europie bardzo ich ciekawiła.

   



   

Celem tej wyprawy było zobaczenie Delty Okawango. Jedyna na świecie delta, którą widać z kosmosu, a rzeka Okawango nie ma ujścia do morza, tylko rozpływa się po Pustyni Kalahari na obszarze 15000 km². W ten sposób powstał labirynt kanałów i lagun tworząc dom dla wielu grup zwierząt. Rzeka zmienia nazwę w zależności, przez jaki kraj przepływa (w Angoli – jest to Cabango, Namibii – Kavango, a w Botswanie – Okawango).

Deltę Okawango konieczne trzeba zobaczyć z lotu ptaka. W Maun znajduje się lotnisko i wiele biur, które oferują przeloty awionetką nad Deltą. My lecimy 5 osobową ekipą (wychodzi po 80 USD od osoby). Nadmienić muszę, że wybierając się w ten region, trzeba nastawić się na bardzo wysokie ceny noclegów w Lodge Safari dochodzące nawet do 200$ za noc. Warto mieć własny namiot, który ratuje budżet wyprawy, na campach jest zdecydowanie taniej.

   

Koleiny przystanek, to Moremi Wildlife Reserve - droga raczej dla samochodów 4x4. Nasz samochód odmówił nam posłuszeństwa (zagotowała nam się woda) w trakcie postoju okazało się, że z pobliskich krzaków bacznie przyglądają nam się brunatne hieny cętkowane. Z jednej strony przerażenie, co by było gdyby…, a z drugiej wielkie zadowolenie, mogliśmy z bliska przyglądać się stadu hien w ich naturalnym środowisku, o czym bardzo marzyłem.

   

Skręcając z drogi A35, która wiedzie wzdłuż Delty Okawango, jedziemy szutrową drogą około 40 km, po dwóch godzinach wertepów dojeżdżamy do Tsodilo Hills (Rock Paintings). Są to wzgórza wyłaniające się z pustyni Kalahari, gdzie znajduje się grupa stanowisk archeologicznych, i największe skupisko malowideł naskalnych na świecie. Zachowało się na skałach i w jaskiniach ponad 4500 malowideł przedstawiających życie, zmieniającą się kulturę na przestrzeni tysięcy lat. Malowidła mają od dwóch do trzech tysięcy lat i są świetnie zachowane. W 2001 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest to miejsce święte dla miejscowych - dom dla duchów przodków. Niektórzy twierdzą, że jest to najwyższy punkt w Botswanie.





 

Tym razem śpimy na campie w buszu przy samej rzece Okavango – dla jasności, to czwarty najdłuższy system rzek w Afryce Południowej. W nocy budzą się mieszkańcy rzeki i buszu, w oddali słychać odgłosy hipopotamów, ciężko usnąć w namiocie jak nie wiadomo, jaka zwierzyna będzie chciała nas odwiedzić???

 

 

Krokovango Farm – na farmie znajduje się ok. 12 tys. sztuk. Można zobaczyć krokodyle od najmniejszych (2 m-cznych) do dorosłych osobników. Celem farmy jest ratowanie porzuconych, jak i rannych krokodyli z mokradeł Okawango. Zajmują się również chowem krokodyli z przeznaczeniem na ubój, oraz pozyskiwanie skór. Tu można nabyć legalnie kapelusz, pasek, torebkę, czy inną galanterię ze skóry krokodyla z certyfikatem legalności.