Kamczatka

Kamczatka

       Na Kamczatkę dostajemy się z Moskwy przez Irkuck i Chabarowsk rosyjskimi liniami Ural Airlines. 

Irkuck - Syberia.
Sam Irkuck jak wiele rosyjskich aglomeracji jest ogromną sypialnią wybudowaną za czasów komunizmu. Po wojnie nie wiele się
tu zmieniło, nadal widzi się zniszczone bloki z wielkiej płyty, stare rosyjskie samochody typu Łada, rozklekotane autobusy, marszrutki, a nie zmienione nazwy ulic pozostały do dziś i w każdym mieście można sptkać Sowiecką, Lenina itp. Symboli i pomników komunistycznych również tu nie brakuje.




Z Irkucka koleją z przygodami udajemy siędo Listwianki. Podróż ciągnie się mozolnie, ale za to widoki Bajkału rekompensują powolną podróż.





Listwanka, to popularna miejscowość nad Bajkałem. Miejscówka nie ciekawa, można natomiast tanio zjeść świeżą wędzoną rybę z Bajkału. Promyki słońca zachęcają do plażowania, ale nie widzi się chętnych do kąpieli w zimnym Bajkale.



Jest tu Muzeum Bajkału, które pokazuje faunę i florę, oraz jak się tworzyło jezioro. Pokazowym batyskafem można zanurzyć się i oglądać głębiny jeziora.


Olchon - Bajkał.
Po wielu godzinach podróży docieramy na wyspę Olchon. Marszrutką jedziemy piaszczystymi drogami do wioski Chużyr. Już po paru minutach można poczuć smak Syberii. Poszarpane klifami wybrzeże wyspy rozpala ciekawość, co jest za kolejnym klifem.








Wioska w typowej dla Syberii zabudowie drewnianej. Nie wiele można tu zobaczyć, raczej służy, jako baza wypadowa. Jest parę sklepów z pamiątkami jeden z nich odwiedzamy.


Odwiedzając Olchon koniecznie trzeba zobaczyć Skałę Szamana.


W miejscu naszego noclegu gospodyni zaproponowała nam skorzystanie z bani, a potem ognisko i czaj z samowara. Spanie przygotowane było w mongolskiej jurcie. Nie zastanawiając się długo podejmujemy decyzję pozostania dwa dni poświęcając jeden na całodzienną wycieczkę rosyjskim Łazem po wyspie. Wycieczka okazuje się strzałem w dziesiątkę. Karkołomne bezdroża można bez trudu przejechać rosyjskim sprzętem. Proste napędy na cztery koła dają radę w najgorszych warunkach. Komfort jazdy pozostanie bez komentarza. Pogoda dopisuje, każdy przystanek pokazuje coraz ładniejsze widoki.







Około 140 km od Irkucka znajduje się o podnóża gór uzdrowiskowa miejscowość Arszan, co w języku buriackim oznacza leczniczą wodę. Miejscowość w rejonie tunkińskim w Sajanach w Buriacji słynie ze znajdujących się tu węglanowych źródeł wody mineralnej.


Rzeka Kyngarga o rwącym nurcie spływa z okolicznych gór tworząc 12 wodospadów do jednego z nich prowadzi ścieżka wzdłuż rzeki.




Masyw górski Sajan ciągnący się wzdłuż granicy z Mongolią tworzy potężną ścianę widoczną z daleka. Arszan leży u podnóża tych potężnych gór, stąd też można wspiąć się na najbliższy szczyt - Górę Miłości, który wypiętrza się na 2200m npm. Podejście jest bardzo ciężkie i śliskie nie ma oznaczeń szlaku ani żadnych pomocniczych lin, poręczy czy schodów. Miejscami strome ścieżki były pokryte drobnym żwirem, a niektóre błotem. Na całej trasie były tylko 3 tabliczki informacyjne, które pokazywały 25, 50, 75% trasy.


Chabarowsk jest największym ośrodkiem przemysłowym Rosji na Dalekim Wschodzie.Tu jak w każdym rosyjskim mieście na centralnym placu zwanym "Lenin Square" wita pomnik Lenina i ulica Karla Marxa . Miasto leży nad rzeką Amur blisko granicy z Chinami.




Kamczatka


Samochodem specjalnie przerobionym do tego typu wypraw udajemy się na wulkan Mutnovski. Viktor kierowca naszego wehikułu na ogromnych kołach wytrzepał nas mocno  po bezdrożach Kamczatki. Ale z całą pewnością warto było.






Na pierwszym postoju widoki olśniewają. Idziemy ścieżką przez połacie mokrego śniegu w kirunku krateru.  Do krateru jeszcze kawałek drogi, a już tu widać skutki wybuchu wulkanu. Czerwone wypalone skały, kanion, wodospady w oddali inwersja, jednym słowem 'Magia'.






Do krateru idzie się około 40 minut. Widoki zapierają dech w piersiach.


Im bliżej kaldery tym więcej widać dymów wyrzucanych przez wulkan. Silny odór siarki nie pozwala na swobodne oddychanie, krztusimy się, kasłamy, zbiera się na wymioty, ale każdy brnie dalej z ciekawości, kiedyś ta ciekawość może nas zgubić. Wulkan spektakularnie wyrzuca gorące opary, woda wrze, bulgocze, można śmiało coś gotować.






Ostrożnie znajdujemy kawałek chłodnej ziemi w pobliżu fotogenicznego miejsca i zaczynamy skaczącą sesję fotograficzną. Bawimy i wygłupiamy się jak małe dzieci, jest fan, jest moc.




Dzisiejszy dzień będzie pełen wrażeń, wybieramy się 'wiertolotem' nad Jezioro Kurylskie spotkać się oko w oko z niedźwiedziami.



Helikopter przelatuje nad trasą, którą wczoraj pokonywaliśmy dżipem 4x4. Przelatuje obok wulkanów już nam znanych. Dalsza trasa nad wulkanami jest również imponująca. Kończą się ośnieżone szczyty wulkaniczne, a zaczynają zielone tereny porośnięte kosodrzewiną. Małe stożki wulkaniczne niektóre z kraterami usiane są niczym grzyby po deszczu.




Przed nami ukazuje się Jezioro Kurylskie. Śmigłowiec z gracją siada na lądowisku.



Znajduje się tu mały camp z paroma namiotami gdzie turyści mogą nocować. Tuż przy campie spacerują sobie niedźwiadki. Stąd ruszamy pieszo podziwiać uroki tego miejsca.






Niedźwiedzie upodobały sobie to miejsce, ponieważ jest bogate w łososie niezbędne im do egzystencji. Motorówką podpływamy w dalszy zakątek jeziora gdzie na brzegu figlują niedźwiedzie. Potężne miśki spokojnie przechadzają się plażą jeziora demonstrując swą siłę.


 Z nad jeziora odlatujemy w drogę powrotną zatrzymując się na plaży w kraterze zalanym wodą. Jeziorko ogólnie ma zimną wodę, ponieważ otoczone jest przez ośnieżone góry, ale przy brzegu tryska gorąca woda z głębi ziemi. Miejsce to jest niedostępne dla człowieka, jedynie niedźwiedzie docierają tu, lub turyści helikopterem.




Kolejnym przystankiem drogi powrotnej są gorące źródła u podnóża wulkanu. Tu relaksujemy się w gorących wodach Kamczatki, po czym czeka na nas przygotowany posiłek  z łososia. Miejsce cudowne, gdyby nie to, jak to stwierdziła Rosjanka, latające mutanty, czyli ogromne komary, końskie muchy i inne kąsające paskudztwo.



 

Rejsowym autobusem pokonujemy wiele kilometrów szutrową drogą aby dostać się do miejscowości Esso.



W Esso udaje nam się znaleźć nocleg u atrakcyjnej gospodyni. Z uśmiechem na twarzy korzystamy z jej gościnności w szczególności, że jej ubiór zachęca do pobytu w tym miejscu.



Nasza gospodyni pomogła nam również w załatwieniu dalszego transportu, który zapewnił nam młody chłopak. Za przystępną cenę zwiezie nas swoim autem do Parku Kluczewskiej Grupy Wulkanów.


Jedziemy szutrową drogą Nissanem na podwoziu Łaza z ogromnymi kołami. Drgania, szum szutru, oraz kół powoduje ogromny dyskomfort podróżowania i tak jedziemy ponad 100 km. Kontynuujemy jazdę leśną ścieżką, która to dopiero okazała się karkołomną drogą z pyłem kurzem i koleinami, po godzinie tęskniliśmy za szutrem. Kierowca zaproponował przerwę na posiłek, która została przerwana przez zmasowany atak chmary komarów. Zgodnie postanowiliśmy że jedziemy dalej na głodniaka, aby tylko te bestie nas nie kąsały.


Ruszamy dalej z nadzieją, że będzie lepiej, niestety było tylko gorzej. Gorąco, brak klimatyzacji i otwarte okna powodowały, że do wewnątrz auta dostawał się kurz, pył, a wraz z nim nasza zmora - komary. W takich warunkach jedziemy kolejne 4 godziny. Wyczerpani docieramy do Parku Kluczewskiej Grupy Wulkanów. Z radości skaczemy do góry.




Pojawia się na widoku pusta przestrzeń, oznacza to, że jesteśmy już blisko wulkanów. Zaczynają się księżycowe widoki ogromne połacie pokryte pyłem i żwirem wulkanicznym. Nie wiadomo jakim cudem rośliny zapuszczają korzenie w tej wypalonej ziemi.



Droga wije się pomiędzy wulkanami.
Obozowisko rozbijamy przy potężnym polu lawowym. Nie bez powodu nasz przewodnik wybrał to miejsce, mamy tu w miarę równo, jesteśmy osłonięci od wiatru, oraz mamy naturalną lodówkę w postaci śniegu. Rozbijamy namioty i przygotowujemy posiłek.




Idźmy na pole lawowe eksplorować teren. Potężne zwały lawy tworzyły dziwnie formacje podobne do fal na morzu, warkoczy, baniek mydlanych i co tylko można sobie wyobrazić.








 Kolacja przy ognisku, smażenie szaszłyków, picie szampana, śpiew, tańce i opowieści różnej treści umiliły nam wieczór.

Całą noc nie spałem, skóra Jelenia na której leżałem była mało komfortowa, każdy kamyk czułem, a na dodatek Rafał chrapał jak parowóz na zmianę z Tomkiem. Nad ranem jak mnie trochę łamało spanie jakiś zwierz buszował po campie. Okazał się nim lokalny lis, któremu udało się zwędzić nam kawałek kiełbasy.






Rano po śniadaniu i sesji z naszym liskiem jedziemy dalej eksplorować okolicę.


Wychodzimy na szczyt wulkanu. Dwa stożki położone obok siebie, wyższy miał niedawno widoczną erupcję, a niższy od wielu stuleci jest uśpiony. Widok z góry krateru jest jak z innej planety niczym nie przypomina naszej zielonej ziemi.



Ostatnią eksploracją tej wyprawy jest kaldera wulkaniczna z tunelami lawowymi. Tomek, jako jedyny śmiałek grupy wchodzi eksplorować tunele.

I tak kończymy przygodę z Rosją. Niestety czeka nas jeszcze wielogodzinna droga powrotna.
Na zakończenie wznosimy toast szampanem za udaną wyprawę.



Więcej zdjęć można zobaczyć w galerii